Zaskakujące, jak niewiele dzieli człowieka od sukcesu. Zawsze uważałem, że każdy ma tak ogromny potencjał w sobie, że może osiągnąć wszystko. Również na giełdzie. Wystarczy poznać, oprócz analizy technicznej, fundamentalnej czy też dat zwrotu, psychologię inwestowania.
Minął już prawie rok od czasu, gdy odbył się pierwszy trening z cyklu Zawód Inwestor Giełdowy. Do tej pory mieliśmy ponad 300 uczestników – ludzie ze wszystkich grup społecznych. To, co ich łączyło, to z pewnością chęć zarabiania na giełdzie. W trakcie trzech bardzo intensywnych dni treningu uczą się matematycznego podejścia do giełdy, opanowują nawet najbardziej zaawansowane zagadnienia. Wracają do swoich domów i co? Czy sukcesy osiągają ci, którzy lepiej liczą? Z pewnością jest im łatwiej, ale najlepsze efekty osiągają inwestorzy, którzy zastosowali się do rad, jakie daje psychologia inwestowania, czyli w dużym skrócie dziedzina nauki zajmująca się psychiką inwestorów giełdowych. Pokaże Ci drogę do zbudowania pierwszego fundamentu bogactwa.
Gdy zaczynałem swoją drogę inwestora, nie rozumiałem, dlaczego mój znajomy osiąga lepsze efekty niż ja. Przecież uczyliśmy się tego samego. Po kilkunastu lekcjach życiowych w końcu to do mnie dotarło. Wszystko zawdzięczam swojemu zeszytowi giełdowemu. Do dziś każdego dnia zapisuję w nim: jaką transakcję zawarłem, jaka była kwota inwestycji, dlaczego właśnie ta, a nie inna. Po zamknięciu sesji zapisuję wynik. Jeśli był dodatni, zadaję sobie kolejne pytanie: co zadecydowało o tym, że zawarłem taką transakcję. Piszę odpowiedź. Następnie staram się to powielać. Pamiętaj, że równie istotne od tego, co robisz, jest to, w jaki sposób coś robisz. Jeżeli wynik był ujemny, szukam przyczyn mojej porażki. Szukam słabego punktu, zadając kolejne pytania: co czułem, gdy podejmowałem decyzje. W 99% przypadków, gdy czułem stres, byłem zdenerwowany, moje zakłady przynosiły mi straty. Wiem, że to, o czym teraz piszę, może być dla Ciebie mało zrozumiałe. To nic, nie przejmuj się, gdy wejdziesz na rynek giełdowy, docenisz posiadanie takiego zeszytu z notatkami.
Jakiś czas temu zrobiłem ankietę wśród inwestorów. Tematem przewodnim było pytanie: Co jest główną przyczyną porażek inwestorów na giełdzie? Ponad 80% odpowiedziało: Brak akceptacji przegranej. Co to oznacza w praktyce? Gdy inwestujesz, doświadczasz różnych sytuacji. Możesz zarabiać lub tracić. Wszystko jest w porządku do czasu, gdy dany inwestor zyskuje. Inaczej się dzieje, gdy traci, wtedy ciężko jest mu zaakceptować stratę. W konsekwencji akceptuje coraz głębsze straty, licząc, że zaraz odzyska swoje pieniądze. Niestety, często tak się nie dzieje. Co warto zrobić w takiej sytuacji? Podejdź do lustra, spójrz sobie głęboko w oczy i przyznaj, że się pomyliłeś.
O podstawowych założeniach dobrego planu dowiesz się później. Teraz poznaj kolejny składnik sukcesu, którym jest konsekwencja. Czyli w ogólnym uproszczeniu stosowanie się do założeń stworzonego planu. Bez żadnych emocji i odstępstw. Po prostu konsekwentna realizacja. Wydaje się to proste, nieraz jednak widziałem, co może się dziać z człowiekiem pod wpływem emocji. Najlepiej zobrazuje to sytuacja, jakiej doświadczyłem niedawno. Był sobotni wieczór, a ja z moją ukochaną i przyjaciółmi wybrałem się do jednego z polskich kasyn. Wieczór mijał bardzo sympatycznie do czasu, gdy przy naszym stole do ruletki pojawił się pewien Chińczyk. W ciągu minuty przegrał 1000 złotych. Odchodząc od gry, powiedział swojemu koledze, który mu kibicował, że to już koniec na dzisiaj. Jakie było moje zdziwienie, gdy ów człowiek wrócił po dwudziestu minutach. Spojrzałem na niego – był pod wpływem alkoholu – kupił lekką ręką żetony za 5000 zł. Jaki był efekt tego braku konsekwencji? Przegrał je w 10 minut. Cóż, tak jak w kasynie, tak i na giełdzie „los” karze surowo tych, którzy są niekonsekwentni i lubią się odgrywać. Czyli do Twojego zestawu tego, co powinieneś, dołącza unikanie odgrywania się i braku konsekwencji. Ten oto człowiek spędził w tym kasynie jeszcze kilka godzin, patrząc z zazdrością na innych ludzi, jak wygrywają.
Skoro mówimy o czasie, to wiedz, że powinieneś spędzać maksymalnie dwie godziny przy komputerze. Pamiętam dzień, gdy prowadziłem badania na ten temat, byłem po prostu w szoku. Wierz mi lub nie, ale to, że spędzasz cały dzień przy komputerze, nie zwiększy Twoich zysków, wręcz przeciwnie – tacy ludzie zazwyczaj przegrywają! W końcu Twój czas powinien być przeznaczony głównie na podjęcie decyzji co do ewentualnego wejścia na rynek i wyjścia z niego. Już wiesz, że kwestia wyjścia z rynku jest bardzo ważna. Wystarczy, że znów konsekwentnie zastosujesz się do swojego planu. Wejście na rynek jest także bardzo ważne z punktu widzenia psychologii inwestowania. Wielu początkujących inwestorów zamiast podejmować zdecydowane decyzje, ciągle się waha w obawie o to, że zła decyzja może wywołać stratę pieniędzy. Oczywiście, że tak, ale tutaj znów są potrzebne odpowiednie założenia planu inwestycyjnego! Pamiętaj, drogi inwestorze, że nie ma nic cenniejszego niż nauka.
Bo jeśli chcesz stać się prawdziwym inwestorem, to powinieneś wypracować zaufanie do siebie. Ludzie, którzy korzystają z rekomendacji innych, nigdy nie staną się prawdziwymi inwestorami. To jest tak, jakbyś pytał kominiarza o to, jak produkuje się wędlinę. Zanim sam nie doświadczysz, nie będziesz wiedział. Zaufanie jest podstawą inwestowania. Zaufanie do siebie przyda Ci się nie tylko podczas inwestowania, ale w całym życiu. Jest absolutnym filarem jakiegokolwiek sukcesu.
Oczywiście warto przyglądać się temu, co mówią inni znawcy tematu, ale przez pewne filtry. Gdy czytam speców, zastanawiam się, co naprawdę myślą (nie każdy analityk zatrudniony w funduszu może powiedzieć prawdę). Jak mogą na to zareagować ludzie? Jak te reakcje mogą wpłynąć na rynek giełdowy? Pamiętaj, najpierw Twoje samodzielne rozumowanie, dopiero później opinie innych ludzi. Przy tym wszystkim należy pamiętać o rozwoju. Kupuj książki, chodź na szkolenia, rozmawiaj z ludźmi bardziej doświadczonymi od Ciebie w tej materii. Uważam, że nawet dla jednego wartościowego stwierdzenia, które pomoże Ci zarobić więcej pieniędzy, warto kupić książkę. Nigdy nie wiesz już tyle, aby przestać się uczyć. Rynek giełdowy ciągle się zmienia, aby więc za nim nadążyć, trzeba się uczyć. Wiesz przecież, że wiedza nie boli, a wręcz uspokaja, co jest ważne z punktu widzenia psychologii inwestowania.
Ostatnim filarem sukcesu na giełdzie i tym, co powinieneś czynić, jest szacunek do pieniędzy. Nie znam zarabiającego naprawdę duże pieniądze inwestora, który nie szanowałby swoich pieniędzy. Jeżeli szanujesz swoje pieniądze, to nie wrzucasz ich na rynek jak worek kartofli pod wpływem emocji, tylko podejmujesz przemyślane decyzje według Twojego planu inwestycyjnego.
Kolejne pytanie: Ile chcę zarobić i w jakim czasie? Możesz sobie określić, ile potrzebujesz zarobić w ciągu roku, półrocza, kwartału, miesiąca, tygodnia czy nawet dnia sesyjnego po to, aby wykonać plan. Następnie te wartości przełóż na liczbę trafnych transakcji. Dlaczego transakcje, a nie pieniądze? Bo dla większości inwestorów określenie pieniądze budzi w nich ogromne emocje. Są one skrajnie dobre lub negatywne, wszystko to kwestia doświadczeń. Tutaj chodzi o to, abyś skoncentrował się na trafnych decyzjach, które przyniosą Ci pieniądze, przy takiej koncentracji umysłu emocje są dużo mniejsze.
Następne pytanie: Ewentualna strata jakich pieniędzy nie wywołuje we mnie żadnych negatywnych odczuć? Gdy to odkryjesz, odnajdziesz kwotę, z jaką powinieneś rozpocząć inwestowanie. Pamiętaj, że początek drogi inwestora jest szalenie ważny. To właśnie wtedy wnętrze powinno być wyciszone, aby nauka była efektywna. Okres zdobywania doświadczenia i nauki nie powinien wywoływać jakichkolwiek emocji poza radością płynącą z ćwiczeń. Pamiętaj, że nie ma ludzi, którzy ciągle zarabiają na giełdzie. Są tylko tacy, którzy dokonują tego znacznie częściej niż inni. To właśnie oni nauczyli mnie tego, aby inwestować taką kwotę, która od razu nie napędzi mi strachu.
Wyobraź sobie, że jesteś już na rynku, inwestujesz. Odkryłeś też swoją kwotę inwestycji. Teraz zastanów się, na jaką stratę z tej sumy możesz sobie pozwolić? Chodzi o jedną transakcję. Może to być 5, 10, 15%. Eksperci mówią o tym, aby to nie było więcej niż 3%. Ja się z nimi nie spieram, wiem jednak, że pod tym stwierdzeniem kryje się coś bardziej sensownego.
Nie wiem, czy wiesz, ale Twoja gadzia część umysłu w każdej sekundzie Twojego życia zadaje Ci jedno konkretne pytanie: Czy Ty tego chcesz? Cokolwiek Cię spotyka, ona ciągle Cię o to pyta. Ty natomiast odpowiadasz jej swoimi myślami, decyzjami i czynami. Dokładnie tak to wygląda. Jak to można zobrazować w realiach giełdowych? Jeżeli jesteś na rynku akcji, a one tracą na wartości, to jeśli nie reagujesz na tę sytuację w żaden sposób, to dajesz informację swojej podświadomości: Tak Ja Tego Właśnie Chcę! Ona natomiast ochoczo spełnia to życzenie. Dlatego tak niesamowicie ważne jest, abyś w swym planie miał zaznaczone, ile procent straty na jednej transakcji jesteś w stanie zaakceptować. W momencie, gdy masz to określone, będziesz wiedział, że w razie zagrożenia trzeba zdecydowanie wyjść z rynku. Załóżmy, że w planie masz zapisane do 5% straty. Gdy osiągasz ten poziom i wychodzisz z rynku, to dajesz informację swojej podświadomości: Ja Tego Nie Chcę! Nie Akceptuję Dalszych Strat! Co za tym idzie, programujesz się na sukces! Dlatego tak ważny jest moment wyjścia z rynku, o czym już wspominałem.
Następnym etapem planu powinno być stwierdzenie: Wychodzę z rynku, gdy osiągnę zysk dzienny, tygodniowy, miesięczny na poziomie… Twoje wyjście przy zyskownej inwestycji powinno być równie zdecydowane jak przy stracie. Chodzi o to, by nie być pazernym. Znam inwestorów, którzy inwestują długoterminowo, i takich, którzy robią to krótkoterminowo. Poznałem takich, co wychodzą z rynku, gdy wykonają swój plan tygodniowy, i takich, którzy trzymają swoje inwestycje, by zarobić jeszcze więcej. Co się okazuje, patrząc z perspektywy kilku lat inwestowania? Ci, którzy stosują strategię „małej łyżeczki”, zarobili nawet o 100% więcej w ciągu tych kilku lat niż ci, którzy zawsze chcą więcej.
